15 września 2015

Maszyny Volvo są wyjątkowe, a Volvo Maszyny Budowlane Polska jest wyjątkową firmą. Podstawy do postawienia tak odważnej tezy stanowią niezwykłe historie ludzi tworzących tę firmę.

Trudno o bardziej wiarygodnego świadka historii niż mechanik, który przez ostatnie 46 lat, praktycznie codziennie obcował z maszynami. Słuchał warkotu ich silników. Brudził się smarem. Wymienił tysiące litrów olejów i części zamiennych. Pewnie sam nie wie jak wiele maszyn „postawił na koła”. Zamiast więc zalewać czytelników potokiem suchych faktów o Volvo Maszyny Budowlane Polska, przedstawimyStanisława „Staszka” Steczko – człowieka instytucję. Sami Państwo ocenicie jak wiele się zmieniło na przestrzeni, bez mała, pięciu dekad obecności maszyn budowlanych Volvo w Polsce.

Zacząć trzeba od najważniejszego – Staszek jest pasjonatem maszyn. Mógłby godzinami z czystej ciekawości rozkładać je, i ponownie składać. Ma do tego fotograficzną pamięć. Trudno się dziwić, że wybrał właśnie pracę mechanika.

Pracę zawodową zaczynał na silnikowni w 1965 roku, a 10 lat później w 1975 rozpoczął swoją wspaniałą przygodę z żółtymi maszynami Volvo w krakowskiej Hydrobudowie. Staszek po kolei pracował w przekształcanych firmach: Hydrotrest (wydzielony z Hydrobudowy), potem Gal-Trucks (wydzielony z Hydrotrestu) i wykupiony częściowo przez Bilia Maszyny Budowlane Polska. Na bazie tej ostatniej firmy, w 2004 roku, powstało Volvo Maszyny Budowlane Polska. Staszek i jego 4 kolegów stanowiło zalążek organizacji serwisowej, która w dniu dzisiejszym liczy ponad osiemdziesięciu techników serwisu i specjalistów od poszczególnych grup maszyn. Wszyscy pochodzili z okolic Krakowa i za zadanie mieli dbać o stan techniczny kilkudziesięciu wozideł sztywnoramowych Kockum (późniejsza nazwa Volvo BM) zakupionych na potrzeby budowy Huty Katowice, Elektrowni Żarnowiec, kopalni miedzi w Lubinie i do krakowskiej Hydrobudowy. Po jakimś czasie pojawiły się również wozidła sztywnoramowe Euclid, przegubowe (nazywane przez Staszka „łamańcami”) w kopalni siarki w Machowie, ładowarki w przemyśle drzewnym i pierwsza „duża” ładowarka, która rozpoczęła pracę w Strzegomiu. Jak widać maszyny rozsiane były po całej Polsce.

Każdy wyjazd zaczynał się i kończył w Krakowie. To tutaj znajdowała się baza i jedyny w kraju konsygnacyjny magazyn części do obsługiwanych maszyn. Co ciekawe, pieczę nad nim sprawowali Szwedzi. W czasach PRL to nie do końca takie oczywiste. Rzecz jasna, na magazynowych półkach nie można było mieć wszystkiego, dlatego potrzebne części zamienne odbierane były bezpośrednio z terminala celnego w Świnoujściu. „Potem z nimi całym wybrzeżem jechaliśmy i zabieraliśmy się za naprawę”.

Dzisiaj Volvo Maszyny Budowlane Polska posiada 4 oddziały regionalne (Kraków, Wrocław, Pruszcz Gdański i Warszawa), 7 warsztatów lokalnych i 7 mniejszych punktów, a także mobilnych mechaników gotowych w ciągu kilku godzin znaleźć się przy unieruchomionej maszynie i usunąć usterkę.

- Kiedyś nie było takiego pośpiechu. Wszyscy wiedzieli, że pewnych rzeczy nie da się przyspieszyć. Żyło się wolniej. Jeździło się wolniej”.

- Tutaj dotknąłeś ciekawej kwestii. Jak wyglądały auta serwisowe? Dzisiaj mamy flotę ponad 60-ciu serwisowych van-ów wypełnionych po brzegi narzędziami.

- Na początku jeździliśmy rodzimymi Żukami. Przygotowali i wyposażyli nam je Szwedzi. Podobnie jak magazyn, tak i pogotowia serwisowe były ich własnością. Ileż kilometrów się w nich pokonywało… Teraz odległości są mniejsze i nie trzeba wyjeżdżać z domu na cały tydzień. To duży plus.

- Staszku, a co najmilej wspominasz jeszcze z początków swojej kariery?

- Volvo od zawsze wiele uwagi poświęcało rozwojowi kompetencji. W takiej branży postęp technologiczny nie zwalnia, a żeby naprawiać coraz bardziej zaawansowane maszyny, trzeba ciągle się szkolić. Teraz, wyjazd do Szwecji czy Niemiec to nic wielkiego, ale kiedyś, w latach 70-tych to był inny świat. Na szkolenia z wozideł jeździliśmy kilkunastokrotnie do szwedzkiej Landskrony (red. Tutaj twarz Staszka rozpromieniła się). W polskich sklepach puste półki, a tam wszystkiego w bród. To był wielki plus mojej pracy. Ale powiem Ci coś jeszcze. W latach 70-tych Telewizja Polska emitowała program popularno-naukowy SONDA. Pamiętam, że w jednym z odcinków opisywali model działania automatycznych przekładni planetarnych. My (red. Mechanicy Volvo), przerabialiśmy to 6 lat wcześniej w naszych maszynach. Świadomość obcowania z zaawansowaną techniką na co dzień była bardzo miła. 

W czasie, gdy zespół Volvo w Polsce powiększał się dynamicznie (do roku 2008) przeciętny pracownik Volvo Maszyny Budowlane Polska spędzał do 15% czasu pracy ma kursach i szkoleniach organizowanych w Szwecji, Niemczech jak również w centrach szkoleniowych w Polsce.  Obecnie kadra jest skonsolidowana i odsetek ten utrzymuje się na poziomie 5-10%, nie zmienia to jednak faktu, że podnoszenie kompetencji to w dalszym ciągu jeden z priorytetów Volvo. Zajmowanie wysokich lokat w konkursach dla techników serwisów Volvo z całej Europy, to najlepszy z możliwych znak, że obraliśmy dobry kierunek.

Dużą uwagę poświęca się też szkoleniom przygotowanym z myślą o sprzedawcach maszyn. Kilkudniowe sesje produktowe, możliwość porównania maszyny Volvo z ich bezpośrednią konkurencją, wypróbowania wszystkiego „na własnej skórze” to optymalna formuła, której efektem jest grupa wyspecjalizowanych doradców klienta, którzy są w stanie pomóc klientom w doborze optymalnych dla nich maszyn.

- Poruszyłeś temat budowy samych maszyn – mocno się zmieniły?

- Oj tak! Technika wykonała wielki skok przez ostatnie 50 lat. Kiedyś maszyny były prostsze w obsłudze. Producenci są bardziej świadomi i obecnie troska o środowisko naturalne kierunkuje wiele ich działań. Cieszę się, że Volvo od zawsze stawiało przed sobą coraz to ambitniejsze cele i je realizowało. Słyszałem już nawet o maszynach samojezdnych i zdalnie sterowanych, bo maszyny o napędzie hybrydowym już chyba nikogo nie zaskakują.

- Czy jakaś konkretna naprawa utkwiła Ci w pamięci?

- Było ich tak wiele, że ciężko spamiętać. Na pewno jedną z ciekawszych była sprawa piszczącego siłownika w wozidle A30D. Klient rwał włosy z głowy. Pisk był tak dojmujący, że narzekali mieszkańcy oddalonych o kilka kilometrów zabudowań. Nie wyobrażam sobie słuchać tego dźwięku przez dłuższy czas. Problem udało się zlokalizować i usunąć ku uciesze klienta i okolicznych mieszkańców.

- Co jest najważniejsze w Twojej pracy i na co chciałbyś zwrócić uwagę swoim młodszym kolegom?

- Jestem bardzo ciekawski i kocham tę pracę. Dopóki będę potrzebny będę pracował. Nie wyobrażałem sobie emerytury. Mając kilka dni wolnego będziesz spał jeden dzień, może nawet drugi, ale trzeciego dnia już nie chce się spać. Wtedy zaczyna mnie nosić i często odwiedzam serwis w Skawinie. Zawsze mogę komuś coś doradzić – doświadczenie to wielki atut, a maszyny Volvo to mój świat! Jako świadek historii mogę powiedzieć, że Volvo Maszyny Budowlane Polska rozwija się i zmierza w dobrym kierunku.

- Na koniec, czy masz jakieś rady dla młodszych kolegów?

- Spokojnie róbcie swoje i pamiętajcie o zasadach BHP.

Mam nadzieję, że historia Staszka Steczko pochłonęła Państwa tak jak nas. Z wiadomych względów niemożliwe było dokładne cytowanie wypowiedzi mojego rozmówcy, ale liczymy, że pasję z jaką Staszek mówi o maszynach i naszej firmie można doskonale wyczuć. Sami teraz odpowiedzcie sobie Państwo na pytanie czy Volvo Maszyny Budowlane Polska jest wyjątkową firmą?


 

Volvo MB

Pół wieku maszyn budowlanych Volvo w Polsce

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

e-maszbud.pl to e-gazeta o maszynach i sprzęcie budowlanym: nowości, wiadomości, prezentacje, wydarzenia

MENU